A więc dodaję nową notkę… Naprawdę nie wiem, oczym pisać, po prostu nie mam o czym. Od dwóch dni jestem chora i siedzę w domu (a są ferie!), męczy mnie temperatura, ból głowy i gardła, a najbardziej katar *pociągnięcie nosem* … Na domiar złego (?) w sobotę najprawdopodobniej jadę z tatą i bratem do Karpacza… a raczej do Miłkowa, małej wioski pod Karpaczem, w której mieszka kuzynka mojej mamy z rodziną… *pociągnięcie nosem* Niedobrze mi się robi na samą myśl, ta wiocha w której nie ma nic oprócz śniegu (zimą) i górki do zjeżdżania (na czymkolwiek). *dwa pociągnięcia* Załamać się można. Ale jak zostanę, czeka mnie drugi tydzień siedzenia w domu… Sama już nie wiem co jest gorsze… *gdzie są do cholery te chusteczki?!* Może powinnam się cieszyć z tego wyjazdu, bo „nie będę się nudzić” (akurat!) ani „kisić się w domu”, jak to określiła mama… Wolałabym jechać gdzieś z chórem, na przykład do Zakopca, ale niestety nie jedziemy nigdzie w tym roku.
Wiem, że ta notka jest nudna, ale jak mam pisać ciekawie, jak nic ciekawego się nie dzieje! Dlaczego jedni mają ciekawe życie, a inni nie?… Kolejna niesprawiedliwość losu… Ale pamiętajmy o tym, że trzeba cieszyć się każdą chwilą, każdym drobiazgiem… ja na chwilę o tym zapomniałam… ale postaram się zawsze pamietać i mam nadzieję, że mój optymizm weźmie górę nad tymi, jakże zresztą banalnymi, problemami… Bo wiem, że dużo ludzi ma o wiele więcej zmartwień…