…że nie miałam kiedy napisać tej notki. Ale w końcu piszę. Ledwo skończył się pierwszy tydzień szkoły, a ja już padam z nóg! Ledwo to piszę, a myśleć to już w ogóle nie mogę. Wszystko przez ten jutrzejszy konkurs matematyczny, codziennie muszę robić zadania. Dzisiaj na matmie, która była drugą lekcją, byłam strasznie zmęczona i przysypiałam trochę. Jak facetka to zobaczyła, to prawie na mnie nakrzyczała, że „wyglądam okropnie” i natychmiast mam iść do domu i się wyspać, bo nie będę mogła myśleć na konkursie. No więc poszłam. Od dziesiątej siedzę w domu. Miałam dziś sporo czasu na różnego rodzaju rozmyślania. I ogólnie w czasie ferii zastanawiałam się nad wieloma rzeczami… Jak to jest, że potrafimy czasem strasznie dokuczyć innym, usprawiedliwiając się zwykle tym, że „on jest głupi”, „ona jest strasznie nudna”, „przecież nikt jej nie lubi, to ja też nie”. Ale jak ktoś nam dokucza, to oczywiście to jest niesprawiedliwe. Ostatnio częściej przypominam to sobie, zanim powiem komuś coś złośliwego… Zastanawiam się, czy sama chciałabym coś takiego usłyszeć. Bo dobrze wiem jak to jest, kiedy inni ci dokuczają. Czasami nawet chce się płakać. I zrozumiałam, że to może zamienić się w powolne zabijanie takiej osoby (może to trochę za mocne słowo…), może wpaść w depresję i nawet popełnić samobójstwo. Czytałam kiedyś w gazecie o gimnazjaliście, którego kocili i to kocenie zamieniło się w znęcanie się nad nim, aż w końcu chłopak się powiesił. To są rzadkie przypadki, ale pamiętajmy o tym, ugryźmy się w język, zanim zaczniemy dokuczać słabszym. Myślę, że lepiej takiej nielubianej osobie powiedzieć coś miłego, chociaż mi też przychodzi to z wielkim trudem… Ale to naprawdę nie jest wielki wysiłek… Wystarczy pomyśleć sobie Czy chciałabym być na miejscu takiej osoby? Na pewno nie…