Przychodzi
na czarnych skrzydłach nocy
niesie za sobą
lodowaty podmuch.

Usłyszysz ciche kroki
wokół ciemność
i cisza
nieznośnie dzwoniąca ci w uszach.
Poczujesz zimny dreszcz-
to znaczy, że ona jest blisko
za blisko…
Przyszła już po ciebie.

Kładzie biały palec
na twoich ustach
chłodną dłonią
zamyka puste oczy.
Dotyk zimnych warg
na twoim czole-
składa śmiertelny pocałunek.

Dobranoc…

Miękko zapadasz się w mrok.
Już nie zobaczysz wschodzącego słońca
nie obudzi cię śpiew skowronka
nie usłyszy świat twego głosu.
Ziemia nie wypije twych łez
lecz zabierze cię na zawsze
w swe ramiona.

Zasypiasz na wieki
snem bez marzeń.

Dobranoc…

To wiersz, który napisałam ostatnio… Byłam taka przygnębiona. Pasuje chyba do ogólnego nastroju…

I jeszcze jedno… Dzisiaj wyjeżdżam do Rzymu, na pogrzeb Papieża. Później mam szlaban na komputer na czas nieokreślony… znaczy się do poprawienia ocen z chemii:/
Tak więc żegnam na dłuższy czas.

„Musicie być mocni mocą miłości, która jest potężniejsza niż śmierć…”