Był chłodny, deszczowy dzień, kiedy otworzyła oczy. Wszystko było szare i ciemne, a w niewielkim pokoju było ciemno jak w więzieniu. Nikogo nie było w domu, nie licząc tej, która przed chwilą łaskawie raczyła się obudzić i jej młodszego brata, który spał jak zabity. Usiadła na łóżku, przecierając oczy i przeciągnęła się. Jeszcze nie zdawała sobie z tego sprawy, ale był to kolejny dzień, w który po cichutku, na paluszkach, wkradała sie nuda. A może wiedziała, tylko była tak przyzwyczajona, że nawet tego nie zauważyła? Kto ją tam wie… W końcu, po dogłębnym przemyśleniu sprawy, powoli wygrzebała się z pościeli. Wspomnijmy, że była już dziesiąta, najwyzszy czas na wstanie… Tak więc Ettariel zwlekła się z łóżka, ziewając i zastanawiając się, co przyniesie dzień. A przyniósł nudę. Nie bedę was juz zadręczać rzeczami, które robiła od dziesiatej do chwili obecnej, napomnknę tylko, że wzięła się sumiennie do pisania notki na blogu. A co napłodziła, macie zaszczyt czytać właśnie w tej chwili (a gdzie fanfary?!).
Ettari wspomni jeszcze łaskawie, że jesli kolejna notka nie pojawi się do niedzieli, to nie spodziewajcie się jej przez następne 10 dni, do 20/21 lipca, bo wyjezdżam na obóz językowy do Londynu. A potem, jak wróce, to sie zobaczy, może coś naskrobię.
I jeszcze jedno. Jak komuś się nudzi tak samo jak mi, a lubi fantastykę, miłych ludzi, książki, muzykę i pogadać na różne tematy, to zapraszam na Forum Verden (na którym jestem moderatorem). Może się spodoba? Nic nie zaszkodzi wejść i zobaczyć:)
Namarie!