Beznadziejna jestem. Zamiast korzystać z pięknej pogody na dworze, albo chociaż poczytać jakąś książkę, ja marnuję czas przed komputerem. Zastanawiając się, co mam tu napisać. I co? Klepię po tej klawiaturze bez sensu i zastanawiam się, czy jest sens coś pisać. Cholera. Są wakacje, a ja boję się jak będzie w nowej szkole. Naprawdę się boję. Bo w gimnazjum nie było za dobrze… a ja byłam wtedy tak optymistycznie nastawiona. Ech, ironia życia. Chętnie bym jeszcze siedziała w Londynie, chociaż tam jest teraz niebezpiecznie. A tak było super na tym obozie… Fajni ludzie. Opiekuni. Atmosfera. I w ogóle. Tak polubiłam to miasto. Cholera. Teraz to najlepiej siedzieć w domu i nigdzie za granicę się nie ruszać. Nie rozumiem tego, i nigdy nie zrozumiem, dlaczego niektórzy ludzie tak uwielbiają niszczyć? Niszczyć innych ludzi. Niszczyć ich szczęście. Niszczyć spokój. Niszczyć… to, co dla innych ma dużą wartość. Nie. Nigdy tego nie zrozumiem.